PSILOCYBE-LARVAE : Manic-Depressive band from Saint-Petersburg (Russia)

Atmospheric Zine - #17

 

MANIAKALNO-DEPRESYJNA PSYCHODELIA

JEST ROK 1992. W ODTWARZACZU CICHO POPISKUJĄC OD KILKU GODZIN, CIERPLIWIE ZNOSI SWÓJ LOS KASETA Z NAGRANĄ PŁYTĄ „CLOUDS” TIAMAT. JA TYMCZASEM LEŻĘ Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI KOMPLETNIE ZANURZONY W DŹWIĘKACH... TERAZ, PRAWIE DWADZIEŚCIA LAT PÓŹNIEJ CIESZĘ SIĘ, ŻE KTOŚ INNY KONTYNUUJE DROGĘ GRUP Z TAMTYCH LAT, ŻE NADAL CHCE W OGÓLE TAK GRAĆ. I MIMO ŻE NIKT PRAWDOPODOBNIE NIGDY NIE PRZEŚCIGNIE MISTRZA, JA CIESZĘ SIĘ, ŻE ISTNIEJĄ TAKIE KAPELE JAK PSILOCYBE LARVAE.
PSILOCYBE LARVAE TAK NAPRAWDĘ JEST DRUGIM ZESPOŁEM Z ROSJI, Z KTÓRYM ZDECYDOWAŁEM SIĘ ZROBIĆ WYWIAD PO ODSŁUCHANIU PŁYTY (PT. „NON-EXISTENCE”). POPRZEDNI NIE PRZETRWAŁ JEDNAK PRÓBY CZASU, ODSZEDŁ GDZIEŚ W INNE REJONY MUZYCZNE I STRACIŁEM ZAINTERESOWANIE JEGO TWÓRCZOŚCIĄ. MAM JEDNAK NIEODPARTE WRAŻENIE, ŻE TYM RAZEM TAK NIE BĘDZIE. PRZED WAMI VITALY - GITARZYSTA, WOKALISTA, KOMPOZYTOR I TEKŚCIARZ PSILOCYBE LARVAE.

Witaj Vitaly! Dla maniaka muzyki TIAMAT, jakim kiedyś byłem, rozszyfrowanie nazwy Twojego zespołu nie było problemem. Twórczość Johana musiała być dla Ciebie dość znaczącą inspiracją, skoro zdecydowałeś się użyć frazy z tekstu do „Whatever That Hurts”. A dlaczego np. nie PSILOCYBE TEA czy A POCKET SIZE SUN? ha ha
Cześć Paweł i wszyscy maniacy z Polski!:-) Tak, byłem pod wielkim wrażeniem płyty „Wildhoney” w czasie, gdy poszukiwaliśmy nazwy dla naszej kapeli. Szczerze mówiąc myśleliśmy właściwie o nazwie PSILOCYBE TEA:-), ale w ostateczności zwyciężyła PSILOCYBE LARVAE, w sumie nawet nie wiem, dlaczego:-). Myślę, że nazwa ta jest tak samo dziwna, jak nasza muzyka i idealnie do niej pasuje. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że PSILOCYBE LARVAE nie jest zbyt atrakcyjną komercyjnie nazwą, ale co z tego? Teraz nie ma to żadnego znaczenia, to jest nasza karma i dziękuję za to Panu Edlundowi!:-).

Skoro nazwa grupy nieprzypadkowo została zapożyczona z tekstów Johana Edlunda, to pewnie doskonale komponuje się z Twoimi tekstami, w które ubrałeś utwory chociażby z ostatniego albumu „Non-Existence”...
Tak jak powiedziałem, zarówno nasza nazwa, jak i muzyka są naprawdę pokręcone i częściowo tyczy się to również naszych liryków. Sprawa wygląda tak, że często pozostawiam swoje teksty do samodzielnej interpretacji odbiorców. Staram się w muzyce i tekstach dać słuchaczom coś, w co mogliby się wgryźć, przeżuć, przetrawić. W tekstach zawsze próbuję zajrzeć do najciemniejszej głębi ludzkiej psychiki i umysłu, wejść w świat naszych snów. Czasami wygląda to jak inny wymiar, który egzystuje równolegle z twoim i nie masz pojęcia, co jest rzeczywiste, a co nierealne. To coś w stylu matrixa. Wiesz, żyjemy teraz w dziwnym świecie, wieku informacji. Stale jesteśmy opanowywani przez mass media, które wciąż próbują sugerować ludziom pewne idee. Więc pewnego dnia spostrzeżesz, że straciłeś swoją rzeczywistość. Ogólnie rzecz biorąc, to jest walka o nasz umysł. Więc przejrzyj na oczy i witaj w niebycie:-)!

Vitaly, prócz tego, że piszesz teksty, jesteś także głównym twórcą muzyki w PSILOCYBE LARVAE. Powiedz mi, jak to jest - czy po prostu masz aż tyle pomysłów, że nie ma miejsca w procesie komponowania dla innych członków zespołu? Przynosisz gotowe już utwory na próby, czy tylko szkielety, które cała kapela obudowuje w dźwięki, tworząc finalną wersję utworów?
Nie, oczywiście wszyscy członkowie grupy mają swój wkład w muzykę. Przynoszę pomysły i riffy, czasem jako kompletne nagrane demo, by dowiedzieć się, co o tym sądzą inni członkowie i jakie oni mają pomysły. Zaczynamy nad tym pracować, dostrajając to i owo. Tak więc z pewnością jest to praca zespołowa. Każdy z nas ma inne gusta i opinie, więc wszystkie utwory przechodzą przez bezwzględną kontrolę, do czasu aż uzyskają kształt, który nas usatysfakcjonuje.

„Non-Existence” to trochę ryzykowny tytuł dla płyty ha ha...
Heh, masz na myśli, że ten los czeka nasz album? Być może masz rację i być może sobie to przepowiedzieliśmy. Przypuszczam, że tytuł albo jakieś słowo może mieć wpływ na tego typu rzeczy. Nie wiem, co przyszłość szykuje dla tego krążka, ale to z pewnością trudny los. Ale to jest nasza droga jako kapeli, a także pochodne naszej nazwy. Widocznie takie jest nasze przeznaczenie, człowieku:-).

„Non-Existence” nie jest wcale tak młodym materiałem, jak mogłoby się wydawać. W końcu nagraliście go już w 2007 roku, a w 2008 został on wydany przez Mazzar Records na Rosję, Ukrainę i Białoruś...
Tak, płyta przebyła długą i trudną drogę do słuchacza. Nagraliśmy ją w 2007 dość szybko, po czym straciliśmy dużo czasu na przygotowanie szaty graficznej, ponieważ nie mieliśmy pojęcia, jak zaprojektować i przedstawić coś, co nie istnieje i jeszcze wkomponować w to nasze przesłanie. Później podpisaliśmy umowę z rosyjską Mazzara Rec. na wydanie albumu w kraju.

Ciągle jednak poszukiwaliście jeszcze innego wydawcy...
Tak, chcieliśmy zaprezentować naszą muzykę ludziom z całego świata, dlatego po wydaniu „Non-Existance” w Rosji, zacząłem rozglądać się w Europie za możliwością podpisania kontraktu. Zajęło to sporo czasu. Dostałem jakieś tam oferty, ale warunki były po prostu śmieszne. Wreszcie dostaliśmy dobrą ofertę od fińskiej wytwórni, ale w tym samym czasie otrzymałem wiadomość, że jakiś gość powiązany z Roadrunner jest zainteresowany naszą grupą. Zaczęliśmy czekać na dużą umowę. Oczywiście straciliśmy czas i nasz kontrakt ze wspomnianym fińskim labelem.

Nie żal Ci tego kontraktu z Finami, który przeszedł Wam koło nosa?
Nie przywykłem do oglądania się wstecz, lepiej w życiu iść do przodu i patrzeć w przyszłość. Na pewno straciliśmy tylko dużo czasu czekając na coś tak nierealnego, jak wielki kontrakt z dużą wytwórnią:-). Jak to mówią - lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu:-).

Dopiero w grudniu 2009 płyta „Non-Existence” ukazała się w USA nakładem Dark Harvest Records. Czy ta wytwórnia spełniła Twoje oczekiwania?
Tak, poszukując wydawcy na świecie później zwróciliśmy oczy na Stany i natychmiast znaleźliśmy tam Dark Harvest Rec. Niestety nasz album nie otrzymał należytej promocji zarówno w USA, jak i w Europie, co miało związek z jakimiś osobistymi problemami szefa wytwórni. Nie przeszedł on próby czasu i nie zajął się dobrze naszym wydawnictwem. Chociaż teraz próbuje, jak cholera, nadrobić wszystko i złapać wiatr w żagle. Mam nadzieję, że jeszcze wielu ludzi będzie mogło odnaleźć dla siebie muzykę PSILOCYBE LARVAE.

Czy szukałeś kiedykolwiek wydawcy na Europę czy świat dla Waszych dwóch poprzednich płyt?
Początkowo oryginalne wydanie z Black Side Productions i Mote Hate Productions miały jakąś tam światową dystrybucję. Obecnie Dark Harvest Productions posiada prawa do obu wcześniejszych naszych wydawnictw, ale nie mam pojęcia, co planują, tym bardziej że pierwszeństwo w promocji ma „Non-Existence”. Oczywiście byłoby świetnie przedstawić nasze dawne dokonania ludziom na całym świecie. Tamte materiały są wciąż dla mnie ważne.

Czy dużo kopii albumów PSILOCYBE LARVAE udało się sprzedać Waszemu rodzimemu wydawcy w samej Rosji? A może więcej ludzi pobiera sobie Wasze materiały z sieci? Powiedz mi, jak tam u Was kwitnie piractwo muzyczne, co?
Oczywiście sprzedaż jest znacznie niższa z powodu tych ludzi, którzy ściągają muzę z sieci. Myślę, że Internet zabił rynek CD wszędzie, nie tylko w Rosji. Istnieje on tylko dla takich kolekcjonerów jak zbieracze winyli. Każdy może kraść z sieci, co tylko chce i nie ma żadnych przeszkód dla piratowania muzyki. Oczywiście, że większość fanów chce po prostu pobrać muzykę i nie możesz nic na to poradzić, takie jest życie. Mogę tylko traktować to jako dodatkową promocję.

Czas powiedzieć co nieco o samej muzyce z krążka „Non-Existence”. Kto był pomysłodawcą łatki, w którą przybrano Twój zespół? Chodzi mi tu o określenie Waszej twórczości jako ambient death metal... Osobiście wcale się w z tym nie zgadzam, bo te kilka sampli wcale nie robią z PSILOCYBE LARVAE grupy ambientowej... Po co to wszystko?:-)
Nasza wytwórnia nazwała tak naszą twórczość i naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego:-). Może myśleli, że jest to jednoznaczne z atmosferycznym metalem, trudno mi to wyjaśnić. Tak właściwie to ciężko jest umiejscowić naszą muzykę w jakimkolwiek konkretnym gatunku, ale my nigdy nie skomplikowaliśmy tej rzeczy tak bardzo. Naszym celem jest, aby zawsze pisać muzykę, którą chcemy grać i wolimy określić ją jako maniakalno-depresyjną:-). W każdym razie wytwórnia musi jakoś opisać gatunek potencjalnym słuchaczom. Death metal jest jedną z popularniejszych odmian metalu w Stanach, a „ambient” wprowadza pewien element tajemniczości. Więc zdecydowali się nazwać naszą twórczość w taki sposób.

Płytę „Non-Existence” zdecydowaliście się zmiksować u braci Wiesławskich w Hertzu. Nagrałeś tam także partie wokali. Co takiego zaoferowało Wam polskie studio, czego nie miało chociażby DDT? Także partie klawiszy zarejestrowaliście w innym miejscu niż resztę materiału...
Bracia Wiesławscy robią dobrą robotę, a ich studio posiada wszystko, co potrzeba, by wyprodukować wysokiej jakości materiał za rozsądną cenę. Tak naprawdę mieliśmy zamiar nagrać i zmiksować w Hertz Studio cały album, ale nie wszyscy mieli wystarczająco dużo czasu, żeby załatwić sobie wizę do Polski. Dlatego zdecydowaliśmy się nagrać prawie wszystkie ścieżki u nas w DDT, a zmiksować album w Hertz. DDT jest dość drogim studiem, dlatego partie klawiszy nagraliśmy w studiu naszego kumpla w St. Petersburgu, a wokale w Hertz. Rosyjskie studia dysponują bardzo dobrym sprzętem, ale nie mają inżynierów dźwięku i producentów, którzy mogliby wyprodukować dobrą metalową płytę.

Uważasz, że „Non-Existence” to duży krok w stosunku do wcześniejszych Waszych dokonań? Jak myślisz, co jest najsilniejszym atutem tego albumu?
Z pewnością jest to postęp w naszej twórczości. „Non-Existence” to przejmujący, a zarazem pełen mocy krążek. Jest to bardzo zwarty, a jednocześnie z pewnością to nasz najbardziej urozmaicony materiał, jaki do tej pory napisaliśmy. Nie boimy się wnosić do naszej twórczości elementów z różnych gatunków. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak sprawdzić, co jest największym plusem „Non-Existence”. Doskonale wiesz, że każdy zespół kocha swoją ostatnią płytę najbardziej i zawsze twierdzi, że jest najlepsza. Po prostu jesteśmy starsi, nagraliśmy swoją muzykę, która wciąż ewoluuje, rozwija się w różnych kierunkach.

Udowodniliście tym materiałem, że w sumie przy pomocy podstawowego instrumentarium i wokalu w dalszym ciągu można nagrać ciekawy, klimatyczny album...
Oczywiście, to tylko kwestia, w jaki sposób używasz tych instrumentów. Wiesz, to jest narzędzia, za pomocą których wyrażasz siebie i to, co chcesz przekazać. Włożyliśmy sporo wysiłku w ten materiał i myślę, że udało się nam osiągnąć wspaniały efekt. Jeżeli naprawdę lubisz to, co robisz i robisz to szczerze, to daje to konkretne wyniki i ludzie doceniają to, ponieważ zauważają jak bardzo się starasz. Chcę przez to powiedzieć, że nie jest ważne, jakim jesteś muzykiem, technicznym czy nie, czasem możesz zagrać jeden akord i to będzie wielkie!

Zapytam Cię teraz o utwór „Condemnation”. Został on skomponowany w 1997 roku, ale zdecydowaliście się umieścić go dopiero na „Non-Existence”. Dlaczego?
Dobrze to zauważyłeś [nic trudnego, wystarczyło poczytać wkładkę:-) - red.]. Sęk w tym, że mamy wiele niewydanych utworów z naszych wczesnych lat. Myślę, że pogrzebaliśmy materiał, z których moglibyśmy zrobić dwa albumy, zanim weszliśmy do studia po raz pierwszy i nagraliśmy płytę „Stigmata”. Wiele starych kompozycji graliśmy tylko na żywo i chcieliśmy któreś z nich zachować, by pokazać ludziom, co sobą reprezentowaliśmy w tamtym czasie. Tak więc teraz będziemy ożywiać niektóre utwory, zmieniać je i dodawać na każdym nowym albumie. I myślę, że będą się nieźle prezentować w porównaniu z resztą. To będzie gwóźdź programu na każdej płycie:-).

PSILOCYBE LARVAE udziela się dość intensywnie na wszelkiego typu kompilacjach, trybutach itd. Jak bardzo pomaga to Wam w promocji grupy?
Nie sądzę, aby nam to zbytnio pomagało. W tej chwili takie wydawnictwa nie spełniają już takiej funkcji, jak kiedyś, bo wszystko skłania się w kierunku powszechności Internetu. Co więcej, większość kompilacji jest używana tylko do tego, by wyrwać kasę od kapel:-).

Jesteście zespołem, który dość sporo koncertuje, przynajmniej we własnym kraju. W zeszłym roku mieliście jednak problemy z koncertami w Polsce. Co się takiego stało? Macie może w planach ponowne odwiedzenie naszego kraju?
Tak, bardzo chcieliśmy odwiedzić Polskę. Byliśmy gotowi przyjechać do Was z naszymi koncertami, jednak niestety napotkaliśmy ogromne przeszkody organizacyjne. Artiom z białoruskiej grupy DEATHBRINGER pomógł nam przygotować trasę i na początku wszystko szło znakomicie. Ale oczywiście pojawiły się jakieś trudności z lokalnymi organizatorami. Mieliśmy niezagospodarowane dziury w harmonogramie trasy i nie mniejsze problemy z reklamą. Więc stało się to główną przyczyną odwołania trasy. W każdym razie szukamy okazji, żeby zrealizować takie koncerty tak szybko, jak to możliwe. Liczę na dobrą zabawę i pozyskanie wielu nowych fanów w Polsce. Jesteśmy gotowi wyrwać Was z butów!:-).

Dlaczego wg Ciebie tak mało kapel z Rosji odnosi większe sukcesy na światowym rynku? Macie lub mieliście u siebie naprawdę sporo ciekawych zespołów, a mimo to dla przeciętnego słuchacza metalu Rosja to biała plama na mapie...
Tak, niektóre rosyjskie grupy folk/pagan metalowe są dobrze znane w Europie, ponieważ te gatunki cieszą się teraz dużą popularnością. Z drugiej strony są też u nas kapele grające bardzo interesującą i niebanalną muzykę, które jednak nie mogą zdobyć uznania w UE albo USA. Jest również tutaj sporo rosyjskojęzycznych zespołów wykonujących heavy, metalcore, emo itp. Są to grupy lokalne i ukierunkowane na rosyjską publikę. Dlatego tak mało słychać na świecie o naszych zespołach. Ale tak naprawdę większość z nich zżyna z zachodnich kapel i w dodatku robią to naprawdę kiepsko. Muszę tu jednak powiedzieć, że mamy wspaniałą kulturę: sztukę, literaturę, muzykę klasyczną, ale niestety nie rock i metal. Spójrz na Stany Zjednoczone czy Anglię. Ich muzyczne korzenie sięgają 50-60 lat wstecz. Udoskonalili swój przemysł muzyczny. Nie potrafię sobie wyobrazić, za jaki czas my w Rosji dojdziemy do takich standardów.

Na zakończenie czas chyba uchylić nieco rąbka tajemnicy i zdradzić plany na następną płytę PSILOCYBE LARVAE. Kiedy możemy się jej spodziewać? Planujesz jakieś rewolucje czy chcesz raczej kontynuować to, co osiągnąłeś na „Non-Existence?
Wszystko jest już przygotowane: rdzeń utworów, aranżacje. Nagrywanie nowego albumu już się zaczęło. Nie mam pojęcia, kiedy będzie gotowy, ponieważ nie chcemy niczego przyśpieszać na siłę. Nie mamy zamiaru niczego kończyć, dopóki efekt nie zadowoli nas samych, no i myślę, że musimy też znaleźć większą wytwórnię. Oczywiście rozwijamy to, co stworzyliśmy na „Non-Existence”. Niewątpliwie w nowych utworach dopracujemy swój styl, ale to już nie będzie kolejna taka sama płyta PSILOCYBE LARVAE. Wszystko zmierza w kierunku rockowej stylistyki z riffami w stylu groovy. Dodamy także do muzyki nieco industrialnych sampli i mrocznej atmosfery. Myślę, że z pewnością będzie to bardzo interesujący album.

Dzięki Vitaly za wywiad i do zobaczenia w Polsce!
Pozdrawiam! Naprawdę mam nadzieję, że przyjedziemy do Polski i zagramy wiele świetnych koncertów! Do zobaczenia!

[Paweł]